miejsca

Cofnęliśmy się w czasie – wizyta w jedynym w Polsce teatrze rewiowym i hotelu Sheraton

Czy ktoś z Was chciałby się przenieść w czasie? Na przykład do Warszawy dwudziestolecia międzywojennego? W pewnym sensie jest to możliwe. Wybraliśmy się z żoną do Teatru Sabat na rewię w klimacie lat 20. XX. A potem na spacer Nowym Światem i nocą w Sheratonie.

Każdy lubi co innego. Ja architekturę i giereczki, a żona historię mody i przedstawienia na żywo. Tym razem udało mi się zaplanować wyjście w ten sposób, że każde z nas było zadowolone. No może, ja trochę mniej.

Z wizytą w Teatrze Sabat

Żeby zrozumieć na czym polega niezwykłość Teatru Sabat, trzeba poczuć różnicę między wodewilem, a przedstawieniem teatralnym. Wizyta w teatrze to zazwyczaj lepsze ubranko, specyficzna atmosfera (ale przecież to ma swój urok) i obcowanie z wysoką sztuką. Wodewil zaś to śpiew, teksty pełne farsy i ogólnie dobra zabawa. I właśnie taką funkcję ma Teatr Małgorzaty Potockiej. Ma być zabawnie, wesoło i bez barier.

I w pewnym sensie tak jest. Wyobraźcie sobie, jak wygląda typowe przedstawienie w Teatrze Sabat. Przychodzicie, zajmujecie stolik (pierwsza niespodzianka), możecie zamówić kolację (druga niespodzianka), wypić drinka albo pięć (trzecia niespodzianka), a w tym czasie… trwa przedstawienie! Tak. Można spokojnie jeść i pić, w czasie gdy artyści śpiewają, tańczą, wykręcając piruety na szarfach pod sufitem. Atmosfera jest luźna i ma to na pewno swój urok.

My wybraliśmy się na przedstawienie „Lata 20. Lata 30. – Rewia Szlagierów” i żona była zachwycona. Zwłaszcza przedwojennymi piosenkami, kolorowymi strojami tańczących pań i dancingiem na końcu. No właśnie! Bo nie dodałem na wstępie. W cenie biletu jest nie tylko spektakl, ale również dancing. Serio. Po skończonym spektaklu wokalista śpiewa, a osoby chętne mogą dalej pić i tańczyć na głównej scenie.

Dla fanów międzywojnia

Co do budynku. Teatr Sabat znajduje się na ulicy Foksal, jednej z bardziej luksusowych ulic w Warszawie. Choć świetność budynku i jego wnętrz już trochę minęła, to nadal może się podobać. Warto pamiętać, że za odnowienie tego wnętrza teatr nominowany do nagrody „Modernizacja 2001”. Środek jest mocno inspirowany przedwojenną Warszawą, a w czasie spektaklu utrzymany jest przyjemny półmrok. To taki teatr w starym stylu, a wiem, co mówię, bo miałem okazję tam pracować (jako asystent technika sceny) kilka lat temu.

Na podłodze wyłożony czerwony dywan łączy się z ciemno-złotymi wykończeniami. Całość utrzymana jest w art-deco i romantycznym neo-baroku. Zdjęcia nie bardzo oddają klimat tego miejsca, bo w czasie przedstawienia, gdy panuje półmrok, całość robi wrażenie. Mi najbardziej podobają się hookery stojące przy barze. Niektórzy puryści mogą zwrócić uwagę na nieco tandetne sztukaterie i nieco bazarową jakość, ale pamiętajmy. To rewia, wodewil, a nie Opera Narodowa. W swoim DNA rewia ma nieco kiczu i tandety.

Noc w Sheraton Grand

Po występie ruszyliśmy do hotelu. Tego wieczoru zdecydowałem się na Sheratona, ponieważ jest rzut beretem od Foksal. Zlisiłem się na wykupienie parkingu i nie było łatwo znaleźć miejsce. Choć to była sobota, a parkowanie darmowe, to miejsce znaleźliśmy po kilkunastominutowych poszukiwaniach tuż obok sejmu. Więc jeżeli planujecie zawitać do Sheratona w tygodniu, to lepiej wykupcie parking, albo przyjedźcie koleją, zwłaszcza że z Centralnego można spokojnie dojść pieszo.

Hotel Sheraton Grand utrzymany jest stylu postmodernistycznym i znajduje się niedaleko Sejmu RP / źródło: wikipedia/Adrian Grycuk

Recepcja jest na piątkę i bardzo łatwo się skomunikować. My hotel odwiedziliśmy już po zakończonym remoncie w 2019 roku i widać, że wiele elementów wystroju to klasyczne barwy pociągające trochę złotą erą hotelarstwa, ale w nowym obliczu. Jest stosownie i przyjemnie.

Sam pokój, bardzo ładny. Choć wybrałem jedną z tańszych opcji pobytu, to pokój robił wrażenie. Czekało na nas ogromne łóżko i duża przestrzeń pokoju. W porównaniu do podobnego pokoju np. w katowickim Marriotcie ten w Sheratonie był po prostu ogromny. Bardzo podobała mi się zwłaszcza szafa. Zrobiona w starym stylu z rozwieranymi drzwi (a nie, jak to często bywa przesuwnymi) i podświetlanymi półkami. W pokoju oczywiście było wszystko, co potrzebne w czasie wyjazdu.

Łazienka nie była ogromna jak pokój, ale całkiem komfortowo wyposażona. Nad wanną zauważyłem nawet specjalną wysuwaną linkę, którą często można znaleźć w kurortach nadmorskich. Można taką linkę rozciągnąć nad wanną i powiesić do wyschnięcia np. piankę. Po co, takie udogodnienie w centrum Warszawy? Nie wiem, ale jest.

Hotel na 5 (z małym minusem)

Śniadanie to oczywiście standard. Szwedzki stół, głównie z kuchnią kontynentalną. Wszystko jest świeże i na bieżąco uzupełnianie. A na życzenie gościa kucharz może przygotować coś ciepłego – jajecznicę czy omlet. Raczej standardowo, aczkolwiek śniadanie w Marriotcie smakowało mi bardziej. Ale zupełnie subiektywne odczucie, zaburzone pewnie przez widok z okien. Ano właśnie. Widok z okien w Sheratonie jest bardzo przeciętny, bo wychodzi na niskie zabudowania z tyłu hotelu. Nic ciekawego. No, ale człowiek nie jedzie do hotelu, by podziwiać widoki.

Jedyną rzeczą, która zadziałała na minus Sheratona, to… uwaga, bo będzie jazda… pet. Tak. Zajrzałem swoim zwyczajem pod łóżko i w Sheratonie znalazłem dwa pety po papierosie. Nie wiem, skąd się tam wziął skoro w hotelu, chyba był zakaz, no ale to był jednak zgrzyt. I niepotrzebna rysa na odbiorze całości. Co ciekawe! Gdy zajrzałem pod łóżko w katowickim Marriotcie, to znalazłem tabliczkę z napisem „Niespodzianka! Tutaj też sprzątnęliśmy” i to było mega fajne. Zwłaszcza że goście hotelowi mają tendencję do zostawiania syfu właśnie pod łóżkiem.

Jak nie macie pomysłu, jak spędzić jakąś swoją wyjątkową rocznicę to zachęcam do wieczoru w stolicy. Oferta teatrów i hoteli tutaj jest bardzo bogata, a wszystko w zasadzie jest obok siebie, więc to rozwiązanie dla wygodnych. Tylko jeżeli macie wybór, jedźcie pociągiem. Albo mordujcie się z parkowaniem.