Od miłości do nienawiści – International Amiga Day

Od miłości do nienawiści – International Amiga Day

Każdy od czegoś zaczynał. Niektórzy z Was od gier na PC w pierwszej dekadzie nowego milenium. Inni pewnie wspominają NESa, czyli słynnego Pegasusa. Jeszcze inni zaczynali w świecie, w którym rządziły takie maszyny jak Atari, Comadore oraz Amiga. Choć zaczynałem na NESie, to maszyną mojego dzieciństwa z pewnością jest ukochana Amiga 500. A dzisiaj jest International Amiga Day, więc pora na chwilę emocjonalnych wspomnień!

Góral, zegarek i Amiga 500

Kiedy otrzymałem Amigę? To akurat proste. Na swoją pierwszą komunię. Piękny dzień! Dostałem wtedy więcej prezentów niż przez poprzednich parę lat! Wspaniały rower górski, zegarek z melodyjką (CASIO!), zabawkowy Sokół Millenium z Star Wars. No po prostu róg obfitości! Ale dlaczego właśnie Amiga? No cóż… wtedy raczej PC nie były jeszcze tak bardzo dostępne, a tacie udało się zdobyć właśnie Amigę 500.  Nie bez znaczenia jest też środowisko, w którym się wychowałem.

Zanim dostałem swoją Amigę, podobny sprzęt miało dwóch kolegów. Arek posiadał swój własny model, natomiast kolega Paweł czasami dostawał na parę dni Amigę 600 (tak mi się przynajmniej wydaje)! Nie da się ukryć, że spędzaliśmy przy tych sprzętach masę czasu! Choć z pewnością nie tyle, co później przy komputerach PC. Nie było na to czasu, bo przecież musieliśmy się też bawić na dworzu.

Pewnie wiecie, o co chodzi. Najpierw grałem u kolegów, a potem miałem swój własny sprzęt. To niesamowite uczucie! To też były takie zabawne czasy, gdy grało się w to co było! Oficjalnych sklepy przecież nie istniały, a giełdy były w dużych miastach gdzie nie jeździliśmy jako 8-10 latkowie. Gry otrzymywaliśmy od starszych braci bądź ojców co zdobyli coś na giełdzie albo kuzynów z dużych miast. Ale nikt nie wybrzydzał! Każdy z Nas po prostu miał inne tytuły. Serio! Nie przypominam sobie byśmy we trzech mieli choćby jedną taką samą grę! Niesamowite się to wydaje z dzisiejszej perspektywy. Ale dzięki temu, chodziliśmy od jednego do drugiego i spędzaliśmy ten czas razem.

Od miłości do nienawiści

Około roku 2002 szczerze nienawidziłem Amigi 500, którą posiadałem. Dziwne, co? Już tłumaczę. Amigę dostałem w 1998 roku. Był to raczej schyłek tej technologii w Polsce i wiele dzieciaków, gdy ja dostałem Amigę przesiadało się właśnie na pierwsze PC. Więc po 4 latach grania na Amidze, mając świadomość, że większość kolegów ma już PC i mogło cieszyć się naprawdę dużo lepszymi grami, a mój sprzęt nie dawał rady – było mi zwyczajnie przykro. Zwłaszcza, że jako gracz dopiero się formowałem.

Drugim powodem był brak nowych gier. Po 2000 roku naprawdę było ciężko dostać nowe tytuły na Amigę. Tata już nie jeździł na giełdę, a w drugim obiegu chodziło już naprawdę bardzo mało tego typu tytułów. Pewnie znacie to uczucie, że pogralibyście w coś ale nie macie w co. Mi w tamtym czasie bardzo to doskwierało. I z tej frustracji narodziła się moja nienawiść do tego sprzętu.

Gdy w końcu dostałem mój pierwszy PC – o Amidze naprawdę szybko zapomniałem. Poskutkowało to jednym z moich największych błędów – gdy mama kazała mi coś z nią zrobić, to zwyczajnie ją wyrzuciłem na śmietnik. Mógł to być jakiś 2006 rok. Nawet nie wiecie, jak tego żałuję. Bo sprzęt był co najmniej 3 razy naprawiany i dawał nadal radę.

Tytuły mojego dzieciństwa

Gry, które gdzieś w sercu na dnie noszę są prawdziwymi perłami tamtych czasów. Lat 90-tych. Miałem duże szczęście, że poznałem te tytuły! Czy miałem ulubionę grę? Jasne! Yo Joe! był tytułem, który do dzisiaj wspominam chyba najlepiej. Gra stworzona do co-opa! Dwie grywalne postacie o różnych skinach i kilkanaście broni do znalezienia na planszach!

Wśród innych wspaniałych tytułów mogę wymieniać ich pokaźną liczbę! SuperFrog, FlashBack, North and South, Kupiec (swoją drogą, długo nie załapałem że to polska gra. Niby była po polsku, ale jakoś tak do głowy nie przyszło), Dune II, Desert Strike, Jungle Strike (gdzie pierwszy raz w życiu zobaczyłem realny budynek w grze – Biały Dom!) Cannon Fodder, Terminator 2 i dziesiątki innych tytułów, których nazw już nie pamiętam! Wszystkie były niesamowite!

Czego mnie nauczyła Amiga

Przede wszystkim szacunku do dyskietek i innych nośników pamięci. Byle pierd wystarczył by dyskietka przestała chodzić. Drugą rzeczą była cierpliwość. Wiecie jak wyglądał proces uruchomienia gry? Wkładało się dyskietkę #1, obejrzało wstęp, zmieniało się na dyskietkę #2. Mieliśmy ekran menu, parę ustawień i znowu. Dyskietka #3, a w czasie gry często i #4 albo dalej. Proces uruchomienia gry trwał czasami i 15 minut. Byłem szczęśliwym posiadaczem gry Civilization na Amigę i jeżeli mnie pamięć nie myli było tam z 8 dyskietek.

Od Amigi do PC

Następną platformą, na której grałem był oczywiście PC. To na nim rozwinęła się moja pasja! Ale zawsze gdzieś na dnie będę nosił te godziny w kolorowym świecie gier Amigi. Te setki sobotnich poranków, gdy mogłem rozłożyć cały sprzęt w dużym pokoju i podłączyć się pod telewizor gdy mama była zajęta sprzątaniem. Te dźwięki i grafiki na zawsze, gdzieś tam we mnie będą. I to piękne! Wiem, że Wy też tak macie. Niezależnie od tego czy zaczynaliście od PC, Nintendo czy PS2. Każdy z Nas, graczy ma swój punkt, w którym poznawał ten rodzaj rozrywki. Dla mnie będzie to Amiga 500. Sto lat przyjaciółko!*

*Amiga to po hiszpańsku przyjaciółka

PS. Będąc dzieckiem miałem taki dziwny pomysł, że dyskietek nie podpisywałem tytułami gier. Sam wymyślałem ich tytuły (wiem, że to głupie jak kilo gwoździ bez łebków). I na przykład gra Ruff ‚n’ Tumble była przeze mnie nazwana „Ludek Roy”. Nawet nie pytajcie dlaczego.