Twórcy gier – nie idźcie tą drogą!

Po premierze Mass Effect 3, wielu graczy narzekało na niejasność zakończenia. Osobom, którym udało się ukończyć tytuł nie podobał się sposób przedstawienia zakończenia. Pod naporem sfrustrowanych graczy, twórcy zdecydowali się rozwinąć pierwotne założenie, które i tak spotkało się z krytyką. Blizzard parę dni temu, również poddał się żądaniu fanów ws. jednego z nadchodzących tytułów.

Nawet po korekcie zakończeń, Bioware musiał odpowiadać na krytykę swojej wizji. 

Gry wypuszczane obecnie, praktycznie cały czas potrzebują połączenia z siecią. Niemal, bez naszej uwagi upgradują zawartość. Mogą zmieniać i podmieniać dowolną funkcję gry praktycznie bez naszego udziału. Nie dziwi więc fakt, że twórcy gier skrzętnie z tego korzystają. Wystarczy do tej sytuacji doliczyć, bardzo aktywną sferę social mediów i mamy receptę na zatarcie granicy między twórcą, a odbiorcą.

„CO? Co ta poza ma wspólnego z postacią? Nie jest to zabawne, nie ma nic wspólnego z byciem szybką, elitarną zabójczynią. Redukuje postać do kolejnego, tępego symbolu seksu (…) to nie jest postać, która jest definiowana przez afiszowanie się swoją seksualnością. Ta poza mówi graczom: och, mamy te wszystkie fajne różnorodne postaci, ale zredukujemy je do symboli seksu by podbić zainteresowanie grą.” – napisał niejaki Flipps.

Wspomniana pupa w aferze „pośladkogate”.

Twórcy gry – firma Blizzard, kilka dni później wypuszcza specjalne oświadczenie w którym zgadza się ze zdaniem Flippsa i kala się przed fanami, obiecując poprawę. W ogóle nie rozumiem, co tu się stało… Gdzie wolność twórcy do zachowania swojego dzieła. Czy Michał Anioł gdy malował kaplicę Sykstyńską słuchał zdania chodzących poniżej robotników? Podejrzewam, że miał je daleko w nosie.
Dlaczego więc, duży wydawca który może pozwolić sobie nawet na ryzykowne zabiegi dotyczące nowo powstających tytułów tak się przejął zdaniem pojedynczej osoby? Jeżeli faktycznie jest tak jak rzekł Jeff Kaplan, że oni również wcześniej nie byli zadowoleni z tego konkretnego elementu, to po co w ogóle o tym oświadczać? Wystarczyło zmienić ten element w finalnej wersji i po kłopocie. Po co, ta cała szopka?

Nie byliśmy całkowicie zadowoleni z oryginalnej pozy (…) Podjęliśmy decyzję o podmiance częściowo dlatego, że podzielamy Wasze obawy, a częściowo dlatego, że chcemy stworzyć coś lepszego. Rozumiemy, że nie każdy zgodzi się z naszą decyzją. Ale po to właśnie są publiczne testy. Z naszej perspektywy to dobra decyzja i myślimy, że gra będzie tak samo fajna, gdy znów w nią zagracie.” – podał w oficjalnym oświadczeniu Jeff Kaplan. 

Afera „pośladkowa” jest zabawna o tyle bardziej, iż dotyczy pięciorzędowego elementu rozgrywki, na który praktycznie nikt nie zwracałby uwagi w ogólnym rozliczaniu gry. Zapewne większość producentów gier, nie chce być kojarzona z szowinizmem czy seksualizowaniem kobiet (bo to w sumie robi tylko niepotrzebny i niekorzystny medialny szum), ale czy to nie jest drobna przesada?
Gry przechodzą pozytywne zmiany światopoglądowe, zaczynają odpowiadać na coraz poważniejsze problemy. Natomiast sposób ukazywania kobiet mocno się zmienił przez ostatnie lata. Najlepiej widać to po Larze Croft. Nadal jest wspaniałą i piękną kobietą. Lecz nie można już jej nazwać symbolem seksu. Kobiety w grach mają coraz mocniejszą pozycję, a to że w jednym z tytułów bohaterka kręci tyłkiem (swoją drogą, mało apetycznym) gdy uda jej się konkurentów zostawić w tyle? Nie chcę generalizować, ale sporo normalnych kobiet zrobiłoby to samo. I nie ma w tym nic złego.

Apeluję do twórców gier! Nie idźcie tą drogą. Róbcie swoje. Jeżeli uważacie, że postać powinna trząść pupą bo uznaliście to za element swojego działa, to niech to robi. Jeżeli głównym bohaterem ma zostać niepełnosprawny, to niech nim zostanie. Nie dajcie sobie wejść na głowę. Z tego nigdy nie wychodzi nic dobrego.