Rok z PS4 – jak konsola zmieniła mnie jako gracza

Rok z PS4 – jak konsola zmieniła mnie jako gracza

4 grudnia Facebook powiadomił mnie, że własnie minął rok od momentu uruchomienia The Division na PS4. Szybko to zleciało, a ja zdałem sobie sprawę, że niedawno minął rok od czasu posiadania konsoli! Niby wcześniej grałem trochę na PS3, ale dopiero PS4 był tym sprzętem, który chciałem i był to w pełni świadomy zakup. Czy coś zmieniło we mnie granie na konsoli? Oto mój rok z PS4!

Całkiem sporo:) Nie są to jakieś wielkie różnice. Ale PS4 dało mi więcej, niż tylko przejście na nową generację sprzętu. Do tej pory do grania służył mi już nieco przestarzały laptop ASUS. Nie podam nawet dokładnej nazwy modelu, bo nie jest on istotny. Przeszedłem na nim Wiedźmina 3 (wraz z dodatkami) z prędkością 15 FPSów i to był horror. Serio. Aż mi się gorąco zrobiło na wspomnienie.

Ósma generacja

W listopadzie 2016 roku kupiłem sobie PS4 Slim, wiem co powiecie. Że wtedy to wszyscy kupowali PRO, ale naprawdę nie potrzebowałem takiej mocnej konsoli. Bo w zasadzie przeskok z 15 klatek w Wiedźminie 3 na dotychczasowym laptopie na płynne 30 albo 60 na PS4 było już miłą odmianą! A poza tym, swoją konsolę kupiłem za tysiąc złotych – sporo taniej niż nówkę PRO. Nie wiem czy jesteście sobie w stanie wyobrazić jaki byłem podekscytowany przy pierwszym uruchomieniu. Do dzisiaj pamiętam, że konsola okazała mi się… mała? Spodziewałem się większego urządzenia. Mając wtedy pod telewizorem PS3.

PAD – brak standaryzacji

Przez większość życia grałem na PC. Gdzie pod dowolny klawisz mogę sobie ustawić co mi się podoba. Nagle mam się przesiąść na pad, gdzie tych przycisków jest sporo mniej! Może się to wydawać śmieszne, ale pierwsze tygodnie nie były takie łatwe. Bumpery i triggery nie były dla mnie takie intuicyjne jak Wam się wydaje. Naciskanie przycisku na grzybku by postać sprintowała? Matko kochana! Za jakie grzechy.

Wkurza też brak standaryzacji. W jednej grze strzela się triggerem w innej kwadratem. Najgorszy bój stoczyłem gdy przesiadłem się bodajże z Ghost Recon:Wildlands na Batman: Arkham Knight. W jednej produkcji wysiadało się z samochodu kółkiem (albo kwadratem – już nie pamiętam), a w drugiej produkcji był to hamulec. I dzięki temu, ciągle w Wildlands wyskakiwałem w czasie pościgów z auta. Nie powiem by to było super.

Wygoda – fotel mój ukochany

Nie mam specjalnego fotela do biurka, tylko krzesło.  Nie ma ono jak konkurować z typowym fotelem. I tutaj nie ma co szukać wad. Granie na konsoli jest pod tym kątem niezwykle wygodne. Ale to nie tylko kwestia fotela. To również łatwość obsługi. Przychodzę, naciskam przycisk i już działa. Konsola się włącza dużo szybciej niż komputer. Gdy kończę grać, odkładam pada i już. Ktoś, kto nigdy nie używał konsoli nie zrozumie. Użytkowanie PS4 jest po prostu komfortowe.

Online

Na kompie nie grywałem online. No może parę razy. A na konsoli? Nie będę ukrywał, że spędziłem w bardzo przyjemny sposób wiele godzin grając w Battlefielda 1 wraz z kolegą Kiślem. Miło wspominam szturmy i kolejne śmierci, gdy on spokojnie nabijał kolejne kille. Długo też mi zajęło ogarnięcie profesji, w której czułbym się dobrze. Teraz ogrywam Fortnite i równie dobrze się bawię. Myślę, że gdyby nie konsola z pewnością bym nie docenił tego sposobu rozgrywki. Multi nie wygrywa u mnie z singlem, ale traktuje je jako bardzo fajne uzupełnienie.

Boli mnie to, że natłok gier do recenzji i opisania uniemożliwia mi powrót na pole walki. Serio. Z wielką chęcią bym wrócił. Mam nadzieje, że mój przyjaciel nadal tam będzie. To dzięki PS4 odkryłem potęgę grania online oraz tego jak wiele może przynieść radości. Sposób komunikowania przez słuchawki jest mega wygodny i niczego nie utrudnia.  Nie potrzeba odpalać żadnych dodatkowych programów bo wszystko działa z poziomu samej gry. Wygoda. Po prostu super się gra online. Koniec, kropka.

Przeżycia

Gdy ktoś się mnie pyta dlaczego gram. Mógłbym się go zapytać, dlaczego on ogląda seriale bądź czyta kryminały. Odpowiedź byłby chyba ta sama. Przeżycia i emocje są naturalnym narkotykiem dla mózgu. Gry mogą dostarczyć wiele tych emocji. Od napięć sportowych w Fifie (dzięki Kamiliano!), po przeżycie szturmów  u boku wspaniałego kolegi (wielkie dzięki Kisiel), po przygody przeznaczone dla singli. W ciągu roku ukończyłem i ograłem więcej tytułów niż przez wcześniejsze dwa. Choć nie miałem więcej czasu. Brakowało mi energii i chęci.

Dzięki PS4 odkryłem streamowanie (choć streamowałem raptem parę razy to dla tego jednego gdy jeździłem w Watch Dogs i rozmawiałem z widzem o San Francisco było warto!), odkryłem online, wiele osób poznałem. Nagle się okazało, że niektórzy moi koledzy też mają PS4 i można z nimi zagrać. Grasz w grę i robisz swoje, a jednocześnie gadasz z kolegą o sprawach codziennych, choć siedzi 40 kilometrów dalej.

Blog się rozwija

I na koniec, parę słów o tym. Gdy kupowałem konsolę. Starałem się jakoś usprawiedliwić przed sobą, że ją kupuję. I wpadłem na pomysł. Przecież jestem blogerem. Piszę o grach. Konsola to po prostu zakup potrzebny mi do rozwoju.

Choć nie twierdzę, żebym się jakoś rozwinął zasięgowo to jednak tekstów produkuję dużo więcej niż przed rokiem. Materiały przygotowuje mi się wygodniej (przycisk SHARE <lowe ju>). Życzyłbym sobie kolejnego takiego roku grania. Zwłaszcza, że w tym roku pojawiło się dużo wyśmienitych gier.

Śmiało mogę przyznać, że gdyby nie PS4 nie powstałyby takie analizy, które przygotowałem dla Watch_Dogs2 czy Assassin’s Creed: Origins. Mam nadzieje, że z czasem będzie tylko lepiej.