Mirrors Edge jako żywy obraz malarski?

7 marca 1872 w Amersfoort urodził się jeden z najlepszych malarzy abstrakcjonistów. To właśnie jemu możemy zawdzięczać kierunek o nazwie neoplastycyzm, to jego obrazami (bądź kopiami) nowobogaccy Amerykanie dekorowali swoje modernistyczne mieszkania. To jego dzieła stały się natchnieniem dla setek designerów i architektów. I jestem pewien, że to właśnie jego twórczość wpłynęła na twórców gry Mirrors Edge. Przed Państwem jeden z moich ulubionych malarzy. Wielki Piet Mondrian, współzałożyciel słynnej grupy De Stijl.
 
Malarstwo jest moim zdaniem, nieco zapomnianą sztuką. Trochę zamiast tego, wykonuje się zdjęcia, obrabia w Photoshopie czy tworzy całe grafiki wykorzystując dostępne edytory malarskie. Oczywiście, pamiętam o takim zjawisku jak murale czy graffiti, ale to jednak już bardziej sztuka miejska. Urban culture. I nieco się różni od malarskiej pracowni, gdzie adepci w spokoju i ciszy starają się wyłuskać istotę martwej natury na zewnątrz. Tak samo z resztą jest z bliższą memu sercu, rzeźbą.Co nie zmienia faktu, iż nadal istnieją wspaniali malarze jak chociażby Wilhelm Sasnal. Prawdą też jest, iż twórcy gier komputerowych korzystają z artów. Obrazy te pełnia funkcje nie tylko poglądowej dla grafika, ale może być inspiracją na przykład dla scenarzysty. Obraz bardzo mocno oddziałuje na naszą wrażliwość. Dzieło potrafi wprowadzić Nas w dobry nastrój bądź pokrzepić utkwioną gdzieś głęboko wrażliwość.
 
A przede wszystkim. Dzieła malarskie z pewnością mogą być natchnieniem dla Design Managerów tworzących gry. Nie wiem czy sens jest porównywać to co widzimy w Mirrors Edge do obrazów Mondriana, bo chyba każdy widzi podobieństwo. I choć twórcy z pewnością mieli nieco inne wytłumaczenie tego stylu graficznego, to nie ulega wszelkiej wątpliwości, że musieli twórczość Mondriana znać. Ale to podobieństwo to nie jeno kolory, ale także parę innych detali. Układ poziomych i pionowych pasów poprzecinanych prostymi kolorami przypomina modernistyczne idealne miasto. Które swoje założenia ma bardzo zbliżonego do tego z gry. Budynki jakie spotykamy w grze, nie są nowoczesne patrząc przez pryzmat najnowszych osiągnięć. To raczej dużo modernizmu plus stylu międzynarodowego. Nie dajmy się zwariować, moderniści faktycznie uważali takie rozwiązania za najlepsze. Daleko im w kształcie bryły do budynków Zahy Hadid czy Franka Gehrego. Uznawanych dzisiaj przecież za kanon piękna.
Czy modernistyczne „less mean more” sprawdza się w życiu na co dzień? To zależy od człowieka… Jak wiemy w świecie Mirrors Edge taka postawa wyjałowiła grupy społeczne. Co było całkiem realną reakcją. Mirrors Edge to dla mnie produkcja przede wszystkim ładna. Gdy znajdę trochę czasu, być może po nią sięgnę. Świat, jako świat gry komputerowej, nie rozgałęzia się tak fabularnie jak w innych tytułach. Ale, jest naprawdę miły dla oka. Nacechowany subtelną, ale mimo wszystko, pewną dozą abstrakcyjności. Jest w nim coś każącego biec nam dalej. Może to właśnie te zabarwione na czerwono „pomagajki w orientacji”, a może brak koloru tła. Bo przecież biały, czarny i szary nie są barwami lecz ich brakiem. Cokolwiek by to nie było, Mirrors Edge jest dla mnie growym pomnikiem wielkiego artysty. Bo ten tytuł to nie kopia jego obrazów, a wspaniały przykład  inspiracji malarstwem!