Łysi w kontrnatarciu!



Coby nie mówić. Łysi są lepsi i nie twierdzę tak dlatego, że sam posiadam olbrzymie zakola. Piszę tak dlatego, iż faktycznie tak jest. Niedawno, amerykańscy naukowcy (no bo któż by inny!) opublikowali raport który mówi jasno. Dla płci przeciwnej łysi wydają się bardziej pociągający ponieważ łysa głowa oznacza większą ilość wydzielanego testosteronu co odpowiada za pociąg seksualny. A co za tym idzie również za zdrowie, odporność i charakter. Z architektonicznego punktu widzenia, łysa głowa w tłumie także się będzie wyróżniać tworząc swego rodzaju dominantę. Ale, po co ja o tym piszę do diaska?! Piszę ponieważ ostatnie trzy tygodnie spędziłem w towarzystwie dwóch łysoli. Hitman’a i Max’a Payne’a. Dzisiaj ten pierwszy.







Zanim zacznę, pragnę przypomnieć, że na moim blogu nie ma słowa spojler. Jeżeli na niego wchodzisz, wiedz iż nie zostaniesz ostrzeżony przed spojlem.

Dlaczego nowy Hitman podoba mi się bardziej niż poprzednie części? To proste. Tym razem mamy do czynienia z bardzo osobistą przygodą 47. Diana zdradziła Agencję, aby uratować dziewczynkę która niczym 47 była traktowana jako eksperyment naukowy. Nie wiem jak bardzo Burnwood jest zapatrzona w 47, ale widać poruszyła ją jego historia (albo losy samej dziewczynki) i nie pozwoliła, aby to wszystko uszło Travis’owi na sucho. Travis natomiast przed Agencją ukrywał swoje pionierskie zapędy, więc odebranie mu dziewczynki było mu niezbyt na rękę. Osobiście nadzoruje wraz ze swoją pomocnicą Jade, akcję zamachu na Dianę i odbicie małej. Cóż. Hitman co prawda, wielokrotnie udowodnił, że jest profesjonalistą. Lecz tym razem sprawa była „osobista”. Nie będzie tajemnicą, że ratując młodą pannicę naraża się na odwet Agencji (a raczej samego Travis’a). Pomimo to, mając pewnie na względzie, dawną pomoc Diany nie waha się jej pomóc. Niestety, mała szybko trafia w ręce porywaczy, a Agent 47 rusza przez całą Amerykę na jej poszukiwanie.

I to jest właśnie takie fajne! Nie mamy oddzielnie fabularnych misji, łączących się w jakiś tam mglisty sposób, jak to było poprzednio. Tym razem. Cała gra to jedna długa misja, dziejąca się na przestrzeni paru dni. Widzimy, jak 47 zdobywa informacje. Jak jedzie do innego stanu. Jak próbując wypocząć w przydrożnym hoteliku atakują go zakonnice Agencji. Jak korzysta z usług krawca itp… naprawdę robi się bardzo osobiście. I super! 47 bardziej przypomina wcielenie wykreowane w filmie (który notabene jest jedną z lepszych egranizacji) niż te z poprzednich gier. Dla mnie super. Bo trochę męczył już bohater wyzuty z uczuć.





Twórcy chcieli stworzyć grę bardziej dostępną dla wszystkich. Dzięki czemu, można się nią naprawdę dobrze bawić. Poza różnymi sposobami uśmiercania przeciwników (wypadek, garrota, broń snajperska, czy tam inne cuda wianki) dobrze można się bawić grając jak w strzelankę. Serio. Jest wszystko co trzeba. Strzelanie zza winkla, rozbrojenie przeciwnika, walka wręcz. I nafajniejsze. Automatyczne zabójstwa. Włączamy tryb zwolnienia czasu, zaznaczamy przeciwników i załatwiamy wszystkich jednym przyciskiem po wcześniejszym ich zaznaczeniu. Oczywiście działa przy tym kill-cam. Cała akcja wygląda naturalnie i efektownie.

Pamiętając o tym, iż sterujemy najniebezpieczniejszym człowiekiem na świecie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby robić kombinację tego rozwiązania. Czyli pierwszą część misji możemy rozwiązać podejściem Rambo, a następną jako skrytobójca. Ewentualnie, w momencie przyłapanie przez strażnika możemy zacząć improwizować.Super pomysł. Już nie jest tak, że z automatu wszyscy przeciwnicy w grze wiedzą o alarmie. To daje nam szersze pole popisu, gra jest łatwiejsza, ale przede wszystkim. W końcu można się bawić Hitmanem. Bomba!


Ale mimo wszystko. Parę rzeczy trzeba wytknąć. Wszystkie moje zarzuty można będzie wytłumaczyć dbaniem o komfort gracza czy o przyjazny gameplay. Mnie jednak takie tłumaczenia nie przekonują. Dlaczego broń w rękach Hitman’a najczęściej pojawia się i znika. Nie ma animacji, że sięga do kabury czy pod marynarkę. W większości przypadków. Dziwi mnie też możliwość chowania karabinu snajperskiego… w zasadzie nie wiem gdzie. Broń po prostu znika i pojawia się w menu wyboru broni. Nie podoba mi się to. Jeżeli idziemy w jako-taki realizm to powinniśmy się liczyć z tym, że coś takiego będzie zgrzytem. Tak samo jak podyktowane z automatu niektóre filmiki lub początki misji. Przekradliśmy się przez całą bazę w garniaku 47, a tu nagle następny etap zaczynamy w innych stroju. Albo zupełnie na odwrót. Przebraliśmy się, a zaczynamy w czarnym garniturze. Błąd! Duży.

Pomimo tego nowy Htiman to świetna gra. Z satysfakcjonującym zakończeniem. A jak pamiętamy, poprzednio bywało różnie. Końcówka gdy 47 patrzy przez lunetę snajperki na bezpieczne już dziewczyny. Naprawdę cymes. Dokładnie tak jak w filmie. W zasadzie, gdy tak myślę o tym tytule. To chyba właśnie taki Hitman mi się podoba. Taki, w którym nawet gdy gram nieco bardziej zręcznościowo nadal czuję się najniebezpieczniejszym człowiekiem na ziemi. Taki był filmowy Hitman, taki jest i tutaj.


Na zakończenie dodam iż kąpiąca pod prysznicem (ruda!!!) Diana rozpala wyobraźnie każdego mężczyzny. Dla mnie osobiście jedno z wyższych miejsc jeżeli chodzi o kobiecą urodę wirtualnych kobiet.

A teraz najbardziej magiczne momenty nowego Hitmana (tylko niektóre, bo jest całkiem sporo takich momentów).

1) Po brawurowej ucieczce z potrzasku. Trafiamy na stację metra w Chicago. Cała policja tego polonijnego miasta nas poszukuje, aby kryjąc się w tłumie staramy się doczekać na upragniony pojazd.



2) Egzekucja na synu zabijaki Wade’a. Stoimy na pustyni, a młodzian kopie swój grób. Następnie zabijamy go w dowolny sposób. Jedni mogą stwierdzić, że to bardzo zły wzorzec. Że to gra dla psychicznie chorych. Ja tak nie uważam. Świetnie wyreżyserowana. Elegancko wykonana. Super. Jeżeli zawsze chciałeś być krwiożerczym mordercą, który dokonuje egzekucji na przeciwniku… nie szukaj dalej!


3) Moment, kiedy na rękach niesiemy bezbronną Victorię jest bardzo wymowny i pięknie zrealizowany. Nie raz Hitman ratował kobiety, ale chyba jeszcze nibył tak delikatny jak w tym momencie.





O czym następna notka?

-Max Payne. Kolejny łysol.

-Eurogamer. Następny portal o grach, czy miejsce wyjątkowe?

Ciąg dalszy nastąpi…

Eric Friss-Reunion