Internet rzeczy w serii gier Watch Dogs. Tak będzie wyglądać przyszłość

Internet rzeczy (Internet of Things) to dla wielu abstrakcyjne pojęcie. Aby się przekonać, ile złego, a ile dobrego może przynieść „usieciowienie” przedmiotów, można zagrać w dobrze przyjętą serię gier „Watch Dogs”. I naprawdę zmieni to wasze podejście do życia w sieci.

Obie dotychczas wydane gry (trzecia nie została jeszcze zapowiedziana, ale biorąc pod uwagę epilog drugiej części i jej komercyjny sukces, jest to tylko kwestia miesięcy) opowiadają o działaniach hakerów. W pierwszej części jest to samotny Aiden Pierce działający w Chicago, w drugiej grupka młodych buntowników pod przywództwem Marcusa w San Francisco. W obu grach najważniejszym elementem jest wykorzystywanie internetu rzeczy do własnych celów.

ctOS – Centralny System Operacyjny

W grach z serii „Watch Dogs” miasta, po których porusza się gracz, są sprzężone w systemie kierowania oraz wymiany informacji – ctOS. Łączy on systemy dotąd zupełnie rozdzielone: wodociągowy, układy sterowania ruchem drogowym, monitoring miejski itp. Do tego dochodzą systemy teoretycznie niewpięte w ctOS, jak prywatne komputery, bankomaty, systemy typu smart house i wiele innych. Cała masa przedmiotów i systemów, które zdolny haker może wykorzystać do swoich celów.

Watch Dogs

Oto jeden z przykładów z gry. Zadanie polega na zatrzymaniu przestępcy, który porusza się po mieście w opancerzonym aucie. Gracz nie wie ani tego, którędy dokładnie jedzie, ani jak wygląda to auto.

Znając imię i nazwisko przeciwnika, gracz łączy się z ctOS, aby sprawdzić jego miejsce zamieszkania. Następnie włamuje się przez system smart house do komputera ofiary. Potem namierza telefon, który przeciwnik ma ze sobą.

Gdy gracz już wie, jakim autem porusza się przeciwnik, postanawia go unieruchomić: za pomocą blokady drogowej, awarii świateł na skrzyżowaniu lub przeciążając węzeł ciepłowniczy na trasie przejazdu. Cokolwiek by zrobił, osiągnie swój cel. W ostateczności może przejąć kontrolę nad samochodem i rozbić go na poboczu. Uważasz to za science fiction? Tak naprawdę ta ścieżka w prawdziwym świecie jest jeszcze prostsza.

Big data w służbie… ubezpieczyciela

W trakcie gry podczas jednej z rozmów pada bardzo wymowne zdanie opisujące możliwości algorytmów przetwarzania danych zebranych przez urządzenia o użytkowniku:

To tylko przykład, a można je mnożyć. Inteligentne zabawki rejestrujące, którymi bawi się najczęściej dziecko, by później pokazywać reklamę odpowiednich akcesoriów w tablecie podczas oglądania bajek. Wzrost ubezpieczenia zdrowotnego po analizie produktów żywnościowych spożywanych przez ubezpieczonego.

To dzieje się już teraz. Dla firm informacja chociażby o preferencjach zakupowych jest bardzo cenna. W internecie popularne są algorytmy wyświetlania reklam zwane remarketingiem – treść reklam pokazywanych na stronach odpowiada temu, czego szukamy w wyszukiwarce.

Watch Dogs

Internet rzeczy może dowolnie zbierać o nas dane, by później przekazać je firmom reklamowym, ubezpieczeniowym, bankom. Każdemu, kto zapłaci. A informacje zebrane na nasz temat mogą być dowolnie użyte. Chociażby po to, by przedstawić najlepszą ofertę zakupową. Zastanawiasz się, jaki wybrać pakiet telewizji, a następnego dnia dzwoni do ciebie konsultant i, wiedząc czego szukałeś, podpowiada najlepszą opcję i daje zniżkę. A wszystko bez twojej wiedzy. W Watch Dogs takie sytuacje są na porządku dziennym. Idąc miastem, gracz może sprawdzić każdą mijaną osobę. Jej dochód, zainteresowania czy miejsce pobytu. Te realne, bo oparte na geotargetowaniu, a nie na adresie zameldowania.

Zdalne sterowanie miastem w „Watch Dogs”

W „Watch Dogs” duży nacisk jest położony również na systemy operowania miastem. Im większe miasto, tym więcej systemów i układów musi być zdatne do sterowania zdalnie.

Wyobraź sobie, co będzie, gdy ktoś niepowołany zacznie sterować wodociągami. Jeszcze w latach powojennych w większych miastach Polski można było znaleźć pompy ręczne, dzięki którym wystarczyła praca silnych rąk, by nalać wodę do wiadra w razie awarii wodociągów. Obecnie takich ujęć nie ma. Gdyby ktoś umyślnie rozregulował ciśnienie w rurach, miasto wielkości Warszawy zostałoby bez wody. Tygodniowy brak wody dla tak dużego miasta wyrządziłby szkody nie mniejsze niż bombardowanie. Tak to wyglądało w Kijowie:

W grach z serii „Watch Dogs” można dowolnie kierować ciśnieniem w rurach wodociągowych, by powodować eksplozje, zatrzymywać pociągi czy wyłączać prąd w całych dzielnicach. Twórcy oczywiście nieco przejaskrawiają temat (to jednak nadal gra), natomiast można szybko zrozumieć, jak bardzo internet rzeczy może życie ułatwić, a jednocześnie, jakim może być zagrożeniem.

Po przejściu obu gier u każdego pojawią się wątpliwości i szacunek względem internetu rzeczy. Jednym z kulminacyjnych momentów jest shakowanie rozrusznika serca przeciwnika, gdy ten wydawał się nieuchwytny za pomocą broni palnej i innych umiejętności bohatera. Osobiście nie mogę się doczekać kolejnej z gier serii, a na razie… zmienię kolejny raz hasło do skrzynki pocztowej.

Więcej tekstów o grach (także moich) znajdziecie na Wyborcza/Technologie

  • Myślę, że taka rzeczywistość już zaczyna nas otaczać. Na pewno jeszcze niejednym na zaskoczą. Według planów wszystko ma być częścią wielkiej sieci. Ciekawe spostrzeżenie z tym Watch Dogs.

    • archigame

      Hej!
      Dzięki za komentarz! A słyszałeś, że np. Chińczyków mają chipować? To już naprawdę… dyskusyjne.

      • Gamera

        Zdecydowanie się zgadzam. Ja lubię te nowe technologie i raczej nie boje się pełnej inwigilacji, dopóki nie będzie ona wykorzystywana w krzywych celach, jednak chipowanie ciała elektroniką dla mnie odpada. Nie w tych celach co chcą. Gdybym żyła za kilka tysięcy lat, to jako rozszerzenie do mózgu, mogłabym coś elektronicznego rozważyć, ale na pewno nie chipowanie, jakie mogą mi zaserwować za tego mojego życia. Niestety kiedyś (może niebawem) może być ciężko się z tego wywinąć, jak elity zechcą to już wdrożyć na całego.

        • archigame

          Jestem daleki od bicia na alarm, ale akurat to co chcą zrobić Chińczycy jest krokiem w złą stronę. Co innego mieć chip którym możesz płacić bądź element ekosystemu zarządzania Twoim zdrowiem (np.) a czym innym jest ocenianie postawy obywatela na podstawie tego co kupuje, je czy jakie ma wyborcze preferencje. To chyba nie tak powinno wyglądać.