Fallout 76: Wastelanders – wróciłem w Appalachy, byście Wy nie musieli

Fallout 76: Wastelanders – wróciłem w Appalachy, byście Wy nie musieli

Gdyby Fallout 76 wyglądał w dniu premiery tak jak teraz, to byłaby całkiem spoko gierka do popykania. Ale powrót do tej produkcji po dwóch latach jest po prostu przykry.

W podstawową wersję Fallouta 76 grałem od razu po premierze, ale zatrzymałem się na około 18 levelu. Można uznać, że poddałem się mniej więcej w połowie głównego wątku, który dotyczył poszukiwania Nadzorczyni.

Zadań w Fallout 76 jest jeszcze więcej, a mapa jest ogromna, więc jak ktoś wybitnie nie ma co robić to niech się bawi

Później do gry wróciłem jeszcze raz, ale już jako postronny obserwator i napisałem tekst „A jeżeli Fallout 76 to eksperyment Vault-Tec burzący czwartą ścianę?„. Od razu nadmienię, że nie należałem do nadmiernych krytyków tej produkcji.

Doceniłem spory świat, oddanie ciekawego klimatu, no i całkiem przyjemną eksplorację i crafting. A czemu nie przeszedłem? Cóż… nie czułem potrzeby. Świat i rozwikłanie jego zagadki nie pociągnęły mnie aż tak bardzo, by rozwiązywać setki pomniejszych questów.

Ah shit. Here we go again

No ale, pojawiły się zapowiedzi dodatku Wastelanders i przez chwile przypomniałem sobie magię poprzednich części. Chwilę później zacząłem czytać pochlebne wypowiedzi różnych recenzentów, że to „nowe otwarcie”, „nowa jakość”.

No to, kurcze! Chcę spróbować! Może będzie lepiej niż poprzednio, a przecież źle też nie było. Ściągnąłem Fallout 76 wraz z dodatkiem (wersja na PS4), wykupiłem PS Plus i wznowiłem rozgrywkę.

W końcu pojawili się żywi NPC, ale w sumie czy nie za późno?

Grać zacząłem w miejscu, w którym skończyłem poprzednio, ale po dwóch latach przerwy, rzecz jasna, ni w ząb nie kojarzyłem, gdzie jestem i po co. Mój Pip-boy w porównaniu do innych RPGów, dość szczątkowo przypomniał mi co robić, więc ruszyłem przed siebie zupełnie zagubiony.

Wszedłem do oznaczonego na mapie budynku, trochę postrzelałem, trochę poklikałem w komputerkach i nagle wszedłem do innego pokoju, a tam… NPC. Łał. Zadanie na pewno było rozpoczęte dawniej, więc jak zrozumiałem, żywi NPC pojawiają się też w podstawowych zadaniach. Plusik.

W Apallachach też chcieli zrobić wybory – nie wyszło;)

No, ale pogadałem z nim. I w zasadzie tyle. Równie dobrze mogłem przeczytać jakiś plik w komputerze, pogadać z jednym z robotów, czy wczytać holotaśmę. Naprawdę, niewiele to zmieniło.

Stare z nowym

Po pierwszej godzinie wydawało mi się, że już trochę ogarniam, więc w Pip-boy’u wyszukałem zadania z dodanego DLC. I tutaj pierwszy zonk. Nagle już wiem, gdzie jest Nadzorczyni. Każdy, kto grał, to wie, że główną osią podstawowego wątku jest wyprawa jej śladami.

I teraz nagle już wiem, że ją znajdę! Nawet wiem gdzie! Bo jej lokalizacja jest zaznaczona na mapie. Całe misterne budowanie napięcia i tajemnicy poszło psu na budę.

Gdy wróciłem do Fallout 76, to w pierwszej chwili zadań po prawej stronie było tyle, że się nie mieściły. A Pip-boy nie daje rady:(

Wiecie. To nie przeszkadza aż tak bardzo, np. w przypadku, gdy ktoś wraca do produkcji po wcześniejszym wykonaniu najważniejszych wątków. Ale w moim przypadku, wylądowałem w połowie gry, w całym tym chaosie i praktycznie do samego końca mojej przygody z Wastelanders nie byłem w stanie się odnaleźć. Nie czułem się po prostu dobrze, grając.

Żeby nie było. Nowy system dialogowy, w końcu premiuje takie elementy jak charyzma czy inteligencja. Ale przez to, że moja postać inwestowała od początku w inteligencję, charyzmę i percepcję, praktycznie przy każdej rozmowie miałem kilka dodatkowych rozgałęzień rozmów. Trochę za łatwo to szło.

Powrót boli

Od premiery Fallout 76 minęły dwa lata, w tym czasie ograłem gry o różnych mechanikach, opartych o różne silniki graficzne i posiadające niebanalne fabuły. Wystarczy powiedzieć, że od czasów premiery F:76 przeszedłem takie killery jak Death Stranding, Days Gone, The Outer Worlds, Red Dead Redemption 2, Far Cry 5 czy Metro: Exodus.

Po powrocie do Fallout 76 po prostu uderza człowieka, jak ten tytuł się zestarzał. I mam na myśli praktycznie wszystko. Począwszy od grafiki, poprzez mechanikę strzelania (jest dramat), poprzez prowadzenie warstwy fabularnej.

No niestety. Po przejściu Days Gone ta grafika po prostu wygląda źle

Prawdą jest, że ten nowy wątek jest ciekawy i prowadzony jest całkiem sprawnie. Ale to wszystko nie ma znaczenia, ponieważ ciągle rażą w oczy pozostałe wady, na które jeszcze dwa lata temu przymykałem oko. Teraz nie potrafię. Widząc graczy, którzy mają dwieście któryś poziom, zachodzę w głowę, jak nadal można grać w tę produkcję.

Zaletą Fallouta 76 jest fakt, że człowiek sobie przypomniał, jak świetną produkcją jest F2;)

Z ciężkim sercem, zamykam rozdział Fallouta i czekam na zupełnie nowe otwarcie. Liczę na część czerpiącą garściami z klimatu dwójki. Próbujcie. Jeżeli dobrze się bawiliście w podstawkę to teraz też będziecie. Jeżeli nie graliście w ogóle, to też możecie spróbować. Ale jeżeli tak jak ja, zatrzymaliście się w połowie, to dajcie sobie spokój.

Z tego kilkunastogodzinnego powrotu pełnego rozczarowania (większego niż przypuszczałem wynikła jedna dobra rzecz. Fakt, że przypomniałem sobie, że na GOG mam Fallouta 2.